© 2019 by Izabela Michta. 

Szukaj

70- lecie Biblioteki w Piasecznie

Dziś- 15 września, byłam z moją rodziną w Piasecznie na 70- leciu tamtejszej Biblioteki. 

Po co? W sumie z perspektywy czasu sama nie wiem ;) Ci, którzy obserwują mnie na Facebooku wiedzą pewnie, że dostałam na tę uroczystość zaproszenie z powodu wygrania przeze mnie w zeszłym roku konkursu literackiego na legendę, organizowanego przez Bibliotekę Publiczną Miasta i Gminy Piaseczno. 

Stwierdziłam, że może dobrze byłoby pojechać, szczególnie że w zeszłym roku, gdy ogłaszano wyniki konkursu i odczytywano treść mojej legendy, do Piaseczna nie dotarłam, a dziś dodatkowo rozdawano publikację zawierającą moje dzieło wraz z ilustracjami namalowanymi przez dzieci.

Spakowaliśmy się wczoraj po południu i pod wieczór byliśmy w Piasecznie. Droga była burzliwa- wiecie, do Piaseczna mamy 3,5 godziny drogi, z dziećmi 5,5. Wszyscy byliśmy umęczeni i padliśmy na łóżka w przydrożnym hoteliku prawie od razu po przekroczeniu progu naszego pokoju.

Dziś o 9:30 zaczynała się uroczystość. Na miejscu byliśmy już o 8:00, więc stwierdziliśmy, że pochodzimy sobie jeszcze po mieście i zrobimy kilka zdjęć na naszą stronę Fotospacery. Niestety pogoda była okropna, zrobiło się naprawdę przenikliwie zimno, na dodatek centrum miasta jest w przebudowie. Wróciliśmy więc do Biblioteki i czekaliśmy na rozpoczęcie obchodów 70-lecia.

I wszystko szło całkiem nieźle. Piękne przemowy, dzieci grzeczne, aparat naszykowany...

I w pewnym momencie mojemu dziecku zachciało się kupę. Poszło więc z tatusiem na dół do łazienki, a ja zostałam z 5- miesięcznym szkrabem na rękach. 

I właśnie w tym momencie ze sceny padło magiczne: a teraz zapraszamy do nas autorkę "Legendy o baranku"- Izabelę Michtę.

Poszłam tam więc z Krzysiem, bąknęłam dwa słowa do mikrofonu, odebrałam publikację i wróciłam na swoje miejsce.

Minutę później zjawił się mój mąż z Wojtusiem.

Zdjęcia nie ma. Ale przynajmniej kupa była.

Po tej przygodzie, siedząc w łóżku pod kołdrą i pociągając nosem, bo niestety wszyscy dostaliśmy kataru, obiecuję sobie kolejny raz: już nigdy więcej takich wyjazdów! 

Przynajmniej przez kilka najbliższych dni ;)


0 wyświetlenia