Szukaj

Coś dla mamy- "Rutka"


No jasne, wiem że to książka dla dzieci ;) Ale raczej starszych dzieci, może nawet młodzieży. Więc rozumiecie że wypożyczyłam ją sama dla siebie, żeby wreszcie poczytać coś zupełnie innego, a co byłoby dostępne w naszym bibliotecznym oddziale dziecięcym ;)

Z tytułem tym spotkałam się jakiś czas temu gdy był jeszcze w zapowiedziach. Kompletnie zakochałam się w okładce- jest chyba jedną z piękniejszych i najbardziej przyciągających jakie widziałam. Książka dostała wiele nagród, oczekiwałam więc od niej wiele. I co mogę o niej powiedzieć? Jest... dziwna ;)


Opowiada o wojnie, ale właściwie dla dziecka które jeszcze nie zetknęło się dokładniej z historią okupacji, Żydów w gettach i eksterminacji, chyba może nie być do końca jasna. Bo to wszystko nie jest powiedziane wprost, tylko tak między wierszami, w dość dziwnej, baśniowej formie. Przede wszystkim mamy historię Zosi, której zapracowana mama (trochę przerysowana moim zdaniem) funduje nudne wakacje we własnym mieszkaniu w starej kamienicy, i do której podczas mamy nieobecność wprowadza się ciotka Róża. Od razu wiedziałam kim ta ciotka się tak naprawdę okaże. Nie jest powiedziane co to za ciotka, skąd i dlaczego, ale jest bardzo specyficzna i ma szmergla ;) Podobnie jak nowa koleżanka Zosi, Rutka, która nieoczekiwanie zjawia się w tym samym czasie i nikt poza Zosią jej nie widzi.

Ta opowieść to takie dziwne połączenie współczesności z historią, przenikanie się wymiarów, no i dziwne przypadki kiedy idzie pan a w przezroczystym brzuchu podskakują mu dzieci albo w Biedronce oskubane kurczaki ożywają i uciekają. 

Dorosły zrozumie między wierszami wiele, może się nawet wzruszy- dla dziecka raczej będzie to dziwna historia z tajemnicą. Z niedopowiedzeniami. Od której można właśnie rozpocząć rozmowy o tym, jak było. I jak jest. Książka ta pozostawia wiele furtek do inspirujących i mądrych rozmów.

Mnie się podobała. Była nieoczywista. Napisana sprawnie, interesująco. Chciałabym przy okazji zaznaczyć (zresztą kiedyś już o tym wspominałam) że ja książek wojennych nie czytam. Byłam bardzo dziwną małą dziewczynką która pochłaniała wszystko co tyczyło się II WŚ, ale zmieniło się to gdy zaszłam w ciążę i zachorowałam na pieluszkowe zapalenie mózgu ;) Nie czytam niczego gdzie opisana byłaby krzywda dzieci albo cierpienie matki po stracie dziecka. No po prostu nie mogę i już. 

Tu zrobiłam wyjątek, ale też wiedziałam że przerażające sceny w tej książce się nie znajdą. Mimo wszystko poruszyła mnie, uroniłam łzę (a że właśnie odstawiłam się z młodszym synkiem od cycusia i emocjonalnie mnie to rozsypuje to nie potrzeba mi było wiele), a najgorsza jest świadomość że to się wydarzyło naprawdę. Przeczytanie tej książki było dla mnie poważnym opuszczeniem mojej strefy komfortu. Jestem typem osoby, która zawsze stara się wmawiać sobie, że jakoś to będzie, że przecież musi się udać, że nie będzie źle- inaczej mogłabym zwariować. Że przecież złe rzeczy wydarzają się innym, i to są pojedyncze przypadki, nam się jakoś uda. I wiecie co jest najgorsze? Że wojna, w ogóle historia uświadamia nam, że... to nieprawda. Że czasem jest tak strasznie i źle, że nie może być gorzej. Że małe dzieciątka na serio ginęły. Że matkom wyrywano je z rąk. Że ludzie bezsensownie ginęli. I giną nadal. I chorują. Cierpią. Umierają. Że czasem naprawdę nie ma już nadziei.

Pisząc te słowa mam gulę w gardle, niestety ta książka o tych sprawach przypomina. Może czasem dobrze jest sobie przypomnieć. Żeby naprawdę doceniać to, co się ma. Ja po przeczytaniu tej książki od razu z całej siły wyściskałam chłopców. Mimo że robię to wiele razy w ciągu dnia. I bardzo często mówię im, że ich kocham. 

Warto rozmawiać z dziećmi także o tych trudnych rzeczach. Ja na pewno, gdy przyjdzie na to czas, opowiem moim maluchom to, co wiem. I z przyjemnością im tę książkę przeczytam.



A Wy mieliście okazję przeczytać? Co o niej myślicie?

0 wyświetlenia

© 2019 by Izabela Michta.