Szukaj

Co upolowaliśmy na Targach Książki w Katowicach i co nas tam spotkało?


Dziś byłam razem z chłopakami po raz pierwszy na Śląskich Targach Książki. Właściwie od Warszawskich i Krakowskich różniły się tylko tym że było mniej wystawców i więcej miejsca do przeciskania się i oddychania ;)


Odwiedziliśmy większość stoisk, choć raczej pobieżnie- zatrzymaliśmy się przy tych, które miały książki podziwiane przeze mnie na blogach lub stronach wydawnictw- i część z nich kupiliśmy.


Niestety na Targach nie uraczyłam nigdy zbyt szczególnych rabatów- a na pewno nie większych niż podczas zamawiania książek chociażby w księgarni Nieprzeczytane.pl. Za to panują zasady podobne do tych, jakie możemy uświadczyć na prawdziwym targu- wciskanie książek i dawanie "rabacików" jeśli zdecydujemy się na kolejny tytuł.


Trochę nie spodobała mi się dziś sytuacja na pewnym stoisku, gdzie faktycznie zainteresowaliśmy się kilkoma książkami i chcieliśmy je obejrzeć. Pani wręcz nam je wpychała, i choć niewątpliwie są one fajne, zagrała trochę nie fair- Krzyś zaczął denerwować się w wózku bo zobaczył książkę o koparce (a zaczyna mieć pojazdową fazę podobną do starszego braciszka). Podałam mu więc tę książkę by sobie zobaczył, a pani powiedziała do Wojtusia:

-A ty ile masz lat? -Wojtuś odpowiedział że trzy. -W takim razie proszę, masz tu świetną książkę- i podała mu ją do rączek.


Zgadnijcie co zrobił mały molik książkowy kiedy pani "podarowała" mu książkę? Ano mocno ją przytulił bo uznał najwidoczniej tym swoim trzyletnim umysłem że książkę dostał. Gdy powiedziałam mu, że pani nie dała mu książki na zawsze, miał oczy pełne łez i zawodu. Pani widząc że chyba nabroiła szybko się oddaliła i zaczęła zachęcać do zakupów kogoś innego a my, postawieni trochę pod ścianą, kupiliśmy nieszczęsną książkę oraz książkę o pojazdach, no bo inaczej się nie dało...

Na poniższym zdjęciu prezentuję to, co udało nam się kupić i napiszę Wam o tych tytułach kilka słów, bo już oczywiście zdążyliśmy je (poza jedną) przeczytać.



"Dzień dobry" jest naprawdę bardzo ładną przesuwanką, obu moim synkom się spodobała a oni nie są jakimiś szczególnymi miłośnikami tego typu książek. Jest jeszcze druga, o zasypianiu, ale tam właściwie wszyscy tylko zamykają oczy. W tej zdecydowanie więcej się dzieje.

"Dom cioci Lusi" to bardzo oszczędna i delikatnie napisana książka dla najmłodszych o wojnie. Bohaterką jest mała dziewczynka, Żydówka, która kilkoma zdaniami opowiada swoją historię zamknięcia w getcie, później mieszkania u dobrej pani wraz z innymi dziećmi, ucieczce, ukrywaniu i tęsknocie za rodzicami. Nie jest to książka opisująca zbyt wiele i zdecydowanie należy ją traktować jako wstęp do rozmowy (o ile dzieci mają jakieś pytania). Mój Wojtuś dziś jeszcze nie miał, ale zdaję sobie sprawę że jest jeszcze zbyt mały. Myślę że pytania pojawią się z czasem. Książka jest bardzo ładnie ilustrowana. W ogóle Adamada ma teraz wiele ciekawych nowości, zachęcam Was do śledzenia ich profilu ;)


"Zostaw to mnie" to prosta książeczka ze szczątkową fabułą i oszczędnymi ilustracjami, która, nie wiedzieć czemu, wzbudza niekontrolowane ataki śmiechu mojego młodszego synka. Więc chyba polecam ;)


"Auta, maszyny, pojazdy..." to super książeczka, trochę formą przypomina mi "Autochody" które również mamy i Wojtuś je często wałkuje. Jest tam mnóstwo zabawnych pojazdów istniejących oraz wymyślonych, ładnie i ciekawie narysowanych. Wojtusiowi się podoba, myślę że będzie miał z nią dużo roboty (a mnie szybko wyjdzie bokiem ;) ).


"Kreciki" jak to Kreciki, od jakiegoś czasu moi chłopcy pokochali tego bohatera i nasza biblioteczka i układanki wzbogaciły się o kilka nowości (także "nowości" z OLX ;) ) z tym maluchem. Te dwie kartonówki to seria z wyd. Bajka, od bardzo dawna mieliśmy jedną część a dziś dokupiliśmy jeszcze dwie. Wierszyki napisała pani Strzałkowska która dla mnie jest czasem dość trudna w odbiorze, ale mimo wszystko są pełne uroku i je Wam polecam ;)

No i "Gałgankowy skarb", którego o dziwo nie poznałam jako dziecko. Książkę tę miałam kupić już od dawna ale jakoś tego nie zrobiłam- aż do dziś. I nie żałuję, jest świetna! Choć mała laleczka Murzynek wzbudziła u mnie szeroki uśmiech w nawiązaniu do burzliwej dyskusji w grupie Aktywne Czytanie toczącej się od wczoraj i dotyczącej "rasizmu" w rymowance Tuwima- może niektórzy z Was mieli okazję poczytać co tam się wyprawia ;) 

Lojalnie więc uprzedzam że jeśli są tu osoby dla których słowo Murzyn jest obraźliwe (a sprawdzałam specjalnie w "Słowniku języka polskiego PWN" i nie jest ;) ) to może Wam się nie spodobać. Ale Waszym dzieciom się spodoba- pomysłowa treść wcale się moim zdaniem nie zestarzała. Gorąco polecam!



Jeśli zainteresowała Was któraś z książek i chcielibyście podejrzeć jak wygląda w środku- dajcie znać ;) No i napiszcie czy byliście na Śląskich Targach Książki i czy wybieracie się do Krakowa! =)

0 wyświetlenia

© 2019 by Izabela Michta.