Szukaj

#czytamnietylkonowości - prawie wszystkie książki w dechę ;)


Bez zbędnego przynudzania: po ostatnim wpisie i Waszych reakcjach, opiniach oraz radach przygotowałam dla Was kolejne zestawienie części książek, z którymi mieliśmy styczność. Wierzę, że będzie dla Was ciekawe =)


"Czarostatki i parodzieje" to książka z malarskimi ilustracjami pana Pawła Pawlaka. Tytuł jest przecudowny, sami powiedzcie ;) Historia opowiedziana jest tu obrazami, tylko na początku i końcu książki znajduje się oszczędne wprowadzenie i zakończenie.

Historia ta jest bardzo dziwna, a ilustracje są niezwykłe i spore, choć nie jest to wyszukiwanka- gdyż nie zawsze są pełne szczegółów, ale z pewnością zawsze są pełne emocji. Zosia traci swoją maskotkę, Tosię- wszystko przez czarnego kocura. Wtedy przy jej oknie parkuje... czarostatek? Czy parodziej? ;) Moi chłopcy lubią oglądać ze mną tę książkę. Zresztą sami zajrzyjcie do środka!






"Czajniczek" to książka, która zszokowała mnie formatem. Ma piękną okładkę i ogromne, intensywne ilustracje. Tekstu jest niewiele i jest on dziwny, obrazki są dziwne, i cała historia jest... dziwna ;) Blanka dostaje od mamy pieniążek i wyrusza do sklepu, by kupić czajniczek. Po drodze prowadzi osobliwe rozmowy i przeżywa niezwykłe przygody, które zresztą są często pouczające- w tej książce jest coś takiego, co sprawia, że nie da się przejść obok niej obojętnie. Dla mnie jest to idealny przykład historii opowiedzianej przez dziecko- chyba tylko w jego głowie mogłaby urodzić się taka książka ;) My bardzo, bardzo lubimy. Można ją kupić dosłownie za kilka groszy- jak za taki format, ilustracje i niebanalną treść- naprawdę warto.





"Miś Tuliś" to jedna z najczęściej polecanych książek dla dwulatków. Wypożyczyliśmy z biblioteki kilka części, i powiem Wam szczerze, że jestem... zmieszana. Format świetny, tekstu mało, ilustracje wielkie- co mogłoby pójść nie tak? A jednak coś jest nie tak.

Przede wszystkim mam problem z tłumaczeniem. Brzmi ono dla mnie tak, jakby każde zdanie tłumaczył ktoś inny- i to bez znajomości kontekstu. Po drugie ilustracje wcale mnie nie zachwyciły, po trzecie- książki są dla mnie trochę o niczym. Nie podoba mi się ujęcie tematu, słowo "głupku" w tej historii, usilne przytulanie przez Misia wszystkich napotkanych zwierząt... W obu obfotografowanych przeze mnie częściach nie jest lepiej (bo akurat opisałam Wam część "Kto przytuli Misia Tulisia", której jakimś cudem nie obfotografowałam!). Zachęcam Was do wypożyczenia tych książek i wyrobienia sobie własnej opinii, jednak ja przyznaję, że nie rozumiem ich fenomenu.





"Pan Toti" to seria, którą kiedyś wygrałam w konkursie, i mimo mojego powątpiewania, skradła Wojtusiowi serce. On naprawdę kocha te książeczki, i ta miłość trwa już bardzo długo- spokojnie czytam je też od jakiegoś czasu z Krzysiem. Historyjki i obrazki są dość specyficzne, ale w każdej znajdują się takie mini-ćwiczenia, mają morał i przy okazji czegoś uczą- pewnie dlatego tak bardzo spodobały się chłopcom. Jest też bajka "Pan Toti" w tym samym psychodelicznym klimacie ;) Cóż zrobić- polecam! To naprawdę jedna z najdłużej lubianych przez Wojtusia serii.




"Czy mogę pogłaskać psa?" to malutka książeczka, która pokazuje dzieciom, że pieski są różne- mają swoje charaktery, swoje humory i przeżycia. Dlatego nigdy nie wolno głaskać ich bez pytania. Podoba mi się, że w prostych słowach opowiedziane jest w zasadzie całe sedno kontaktów z psiakami- w dużym szacunku zarówno do dziecka jak i zwierzęcia. Zobaczcie =)




"Amelia Bedelia" to cała seria książek, my wypożyczamy najczęściej te dwie, gdyż są najbardziej ulubione przez chłopców. Krzyś jeszcze ich tak dobrze nie rozumie, natomiast Wojtuś już zaśmiewa się z gry słów, na której opiera się każda historia.

Amelia Bedelia to pomoc domowa, jakiej nie chciałby mieć nikt z nas. Wszystko rozumie na opak. To naprawdę lekkie i wesołe historyjki dla dzieci okraszone wieloma ilustracjami, a przy okazji można pobawić się... homonimami i wytłumaczyć wieloznaczność słów ;)





"Zwierzęta morskie" to książka z okienkami, którą kupiłam kiedyś chyba za 10 zł. w Biedronce. Przez długi czas leżała na półce i zastanawiałam się, kiedy się to zmieni, bo morskie tematy nie były konikiem moich dzieci. Aż wreszcie przyszedł jej czas- za sprawą filmu dokumentalnego o kałamarnicy i bajki o maskonurach ;) Moje dzieci oszalały na punkcie tej pozycji i przez długi czas pokazywały ją każdemu, kto do nas przychodził- a poza tym niezliczoną ilość razy przeglądały same. Książka jest naprawdę bardzo wartościowa, zawiera sporo ciekawostek i jest porządnie wykonana. Z całego serca polecam. W sam raz dla małych odkrywców =)





"Dzikoludek" to książka, z którą może zidentyfikować się każdy maluch. Opisuje dzień z życia dziecka, pokazując jego zabawy, czasem psoty- oczywiście przy okazji każdej z czynności Dzikoludek zyskuje odpowiedni przymiotnik =) Wzruszająca jest dla mnie końcówka i postawa mamy, która pokazuje malcowi akceptację, nie gniewa się o drobne wpadki i daje mu poczucie bezpieczeństwa- przez co Dzikoludek może zasnąć spokojnie, będąc kochanym i szczęśliwym. Zobaczcie =)



"Podróż Srebrnego" to pięknie i oryginalnie zilustrowana opowieść o lisie, w której... czegoś mi brakuje. Po prostu był sobie lis który wyruszył w daleką podróż i wrócił, najpierw sam trochę dokuczał białym lisom, później jemu trochę dokuczały rude, ale... czy jest tam coś więcej, jakaś mądrość, nawet delikatnie nakreślony morał...? Nie odnalazłam go niestety. Nie każda historia musi mieć morał, wiadomo- ale przydałyby się zatem chociaż jakieś pasjonujące przygody. A tu ze zdziwieniem odkryłam ich brak. Taka sobie opowiastka do przeczytania- szkoda, bo mogło być w niej coś więcej.



"Dinozaur na tropie" to wyszukiwanka. Moi chłopcy nie są jakimiś szczególnymi miłośnikami tego typu książek, ale ta im się podobała- mnie zresztą też. Detektyw dino pomaga odszukać zagubionych ludzi, zwierzęta i przedmioty. Ilustracje są ciekawe i książka może posłużyć również do opowiadania, nie tylko odszukiwania ;)




"Acorn Farm" to książka z TkMaxxa- i pragnę zaznaczyć, że nie była droga ;) To taka książka-zabawka, ponieważ ostatnia rozkładówka to pop-up, ale takiego cuda to ja wcześniej nie widziałam- jest to stodoła z otwieranymi drzwiami, klapkami, ruszającym się wiatrakiem- a dodatkowo skrzydełka kryją tajemnice w postaci mostku nad rzeką i stajni. Do książki dołączone są papierowe sprzęty i postacie ludzi i zwierząt- jednak wiadomo, łatwo je przewrócić, co może psuć zabawę. Moi chłopcy jednak bawią się figurkami zwierząt i wtedy jest ekstra ;) Zapraszam do oglądania zdjęć, i... miłej wizyty w TkMaxxie! ;)







"Moja kolekcja Montessori" to seria książek o Arturze i Basi w duchu Montessori, z dodatkowymi wskazówkami i radami dla rodziców. Ładnie i oryginalnie ilustrowane książeczki, w spokojnej tonacji i bez wielu szczegółów, poruszające tematy takie, jak: porządkowanie pokoju, rozumienie swoich emocji czy zabawy na dworze. Naprawdę wartościowe pozycje, niby o niczym a jednak ciekawe i pouczające dla maluchów. Moi chłopcy od dawna bardzo lubią te książeczki. Mogą być wskazówką dla dzieci jak segregować, bawić się, współdziałać i rozwiązywać konflikty. Rola rodziców w tych pozycjach sprowadza się do nakierowania a nie rozwiązania czegoś za dzieci- są obok, ale maluchy przede wszystkim bawią się same. Powinny Wam się spodobać =)






"Yeti, w którego nikt nie wierzył" to przepięknie wydana i zilustrowana książka o chłopcu, który mimo braku faktów naukowych uwierzył w istnienie Yeti. Yeti przybył więc z gór i zamieszkał z chłopcem, aby odzyskać wiarę w siebie i nabrać pewności siebie. Rozczuliła mnie ta książka, poważnie! Yeti jest przecudowny, świetna postać mamy- nie jest ona przedstawiona tak, jak zazwyczaj dorośli, czyli "nie ma i już"- jest rozbrajająca tak samo, jak główny bohater. Bardzo ciepła historia, moich chłopców urzekła. Tekstu nie jest wcale aż tak mało, ale chyba ze względu na ogromne ilustracje i ciekawie napisany tekst mój 2,5 letni Krzyś słucha tej książki z takimi samymi wypiekami, jak 4-letni braciszek. Bardzo polecam- naprawdę mi się podoba! =)



"Za dużo marchewek" to kolejna książka, która w grupach przewija się najczęściej jako polecenie dla dwulatków. Wypożyczyliśmy z biblioteki, i... bez szału.

To znaczy moim chłopcom nawet się spodobała. Znów mamy tu same fajne rzeczy- format, niewielką ilość tekstu, ogromne ilustracje (tylko w tym przypadku naprawdę ładne, nie to co w Misiu Tulisiu). Ale po raz kolejny coś mi nie gra.

Mamy tu łapczywego królika, który nie mieści się do swojej norki ze względu na zbyt dużą kolekcję marchewek. Postanawia więc zamieszkać... z żółwiem w jego skorupie (wspaniała logika! ;) ). Psuje mu dom, a później psuje domy jeszcze kolejnych przyjaciół. Wreszcie odkrywa, że teraz oni są przez niego bezdomni, a on wciąż ma dom- i to z marchewkami. Zamieszkują więc razem.

Ostatnie zdanie w tej książce brzmi- marchewki są po to, by... -co byście odpowiedzieli? Bo mnie na usta ciśnie się: "by je zjeść". Nie, dowiadujemy się, że marchewki są po to, by się nimi dzielić ;) Niby wszystko w porządku, ale jakoś coś mi tu zgrzyta. W bardzo podobnym stylu jest "Wyścig po Złotego Żołędzia"- z tymi samymi bohaterami. Dzieciom te książki się podobają, bo są kolorowe i z sympatycznymi zwierzątkami- ale jak dla mnie to takie opowiastki, w przypadku których cieszę się, że ich nie kupiłam, tylko wypożyczyłam z biblioteki ;)



I na koniec "Mój wieloryb" i "Cudowna wyspa dziadka". To kolejne bardzo polecane książki. Zachwalane są jako książki o tematyce śmierci, idealne do rozmowy z dzieckiem o stracie i tęsknocie. Wypożyczyliśmy je z biblioteki, i... gdybym kupiła je właśnie z myślą, żeby pomogły uporać się z czymś moim dzieciom, byłabym zła.

Są to naprawdę piękne picturebooki- klimatyczne, oszczędne w słowach. Ale nie opowiadają niczego szczególnego. Książka o dziadku jest tak metaforyczna, że ja sama nie mam przekonania do tego, co autor naprawdę miał na myśli, i nie wyobrażam sobie, jak pozostawienie dziadka przez wnuka na kolorowej wyspie miałoby pomóc w zrozumieniu maluchowi, że najbliższa osoba umiera. To znaczy teoretycznie rozumiem, ale w praktyce to raczej nie zadziała. Nie u maluchów. Tak samo książka o wielorybie- króciutka historyjka o tym, że chłopiec całymi dniami jest sam, bo jego tata wypływa w morze- dlatego, kiedy znajduje wieloryba, zabiera go do domu. Tego samego wieczora wraz z tatą wypuszczają go do morza. Ładne są te opowiastki, jeszcze ładniej ilustrowane- ale to, jakie analizy tych książek czytam w Internecie, przyprawia mnie o zawrót głowy i jestem zdania, że jest to przerost formy nad treścią. Czyli coś, czego bardzo nie lubię. Nie obwiniam wcale autora książek- bo może on właśnie stworzył sobie takie ładne, proste historie, a to czytelnicy dopisali im kolejne dna- przez co wypożyczając je, miałam naprawdę duże oczekiwania i nastawienie na coś WOW. No i tego tam nie znalazłam.

I zapewniam, że jestem bardzo wrażliwym człowiekiem ;) Naprawdę bardzo! A jakoś te książeczki specjalnie mnie nie wzruszyły. Zresztą wypożyczcie je i oceńcie sami =)





A Wy co myślicie? Zgadzacie się ze mną? Czy pokazałam jakąś pozycję, której wcześniej nie znaliście i Wam się spodobała? Jak zwykle zachęcam do dyskusji =)

310 wyświetlenia

© 2019 by Izabela Michta.