© 2019 by Izabela Michta. 

Szukaj

Jak wyglądały moje pierwsze książki? Czyli pozwólcie dzieciom tworzyć!

Aktualizacja: 9 mar 2019



Dziś pokażę Wam, od jakiego przejawu twórczości zaczynał prawdopodobnie każdy autor książek, przy okazji zachęcając Was do wspierania dzieci w ich wysiłkach i rodzicielskiego dopingowania. Za chwilę się przekonacie, że początki bywają trudne ;) Treści które rodzą się w głowach dzieci też potrafią zadziwić. Dzięki temu, że moja mama trzyma większość moich  maluchowych prac w teczkach, mogę teraz powspominać i popłakać się ze śmiechu. I oczywiście mam możliwość skonfrontowania swojego myślenia sprzed... wielu lat z tym, jakie mam obecnie i sprawdzenia "co ze mnie wyrosło". I jak myślicie? Tak, macie rację ;)

Zmieniło się tylko jedno- teraz na pewno nie napisałabym, że pies i kot będą służyć do obiadu (cokolwiek miałam wtedy na myśli!) ;)

Pojawia się mały problem z umiejscowieniem czasowym moich pierwszych książek. Moja mama w większości skrupulatnie podpisywała moje dzieła, ale tych książeczek... niestety nie. I teraz mamy małą zagwozdkę. Wiadomo że każda mama uważa że jej dziecko jest genialne i po wielu latach wspomnienia płatają figla, jakoby przed roczkiem potrafiło już chodzić, mówić zdaniami i samodzielnie korzystać z nocnika ;)

Tylko że ja w zerówce (a jestem z grudnia, więc miałam niecałe 6 lat) potrafiłam już płynnie czytać, na co mam niezbite dowody- bo zdarzało się wtedy, że czytałam książki dzieciom w grupie. W teczce mojej mamy znajduje się także zeszyt z tamtego okresu- i potrafiłam stawiać ładniejsze literki niż te, które za chwilę będziecie mieli okazję zobaczyć ;) Dlatego moja mama strzela, że miałam między 4 a 5,5 roku, gdy napisałam jej te trzymające w napięciu i dopracowane w każdym szczególe pozycje ;)


Spójrzcie tylko na sposób budowania przeze mnie napięcia. Na ilustracje. I na tekst- pisany w większości drukowanymi literkami i jednym ciągiem, z błędami ortograficznymi tak strasznymi, że mam problem, żeby tę treść odczytać ;) Ale sami zobaczcie- teraz piszę w miarę poprawnie. Dlatego nie załamujcie się, ortografia i interpunkcja jest do wypracowania- przy odrobinie chęci oczywiście.

Zdjęcia poniżej przedstawiają w całości sfotografowane przeze mnie moje pierwsze trzy tytuły. Pod każdym z nich znajduje się moje tłumaczenie ;) 

Miłej zabawy!


"Dziewczynka i jej koleżanka"


 Dziewczynka płacze. -Czemu płaczesz? -pyta druga.


-A bo nikt mnie nie lubi. -Acha, bo ty jesteś brzydko ubrana.

Spójrzcie tylko jaka szczerość dziecka. Zapewniam że wyrosłam na całkiem empatyczną i rozsądną osobę ;) Która, co najlepsze, nie jest modna, nosi glany i ma 13 kolczyków w uszach. Tak, i dwójkę dzieci ;)


"Dorota i Halina"


Idą sobie Dorota i Halina, a tu nagle coś zadreptało.

-Och, Doroto, ja się boję.

A tu wyskoczył pies i kot.

-A to niespodzianka- mówi Halina.


-Weźmiemy ich do domu- mówi Dorota. -Będą nam służyć do obiadu.

"Pies i kot"



Bawili się na podwórku pies i kot. 

Bawili się i bawili, aż tu nagle...



 ...wylała się miska z mlekiem.

Mama zmieni nowe mleko.


No i co sądzicie? Też tworzyliście taką wesołą twórczość? A może robią to Wasze dzieci?

Jako ciekawostkę powiem Wam, że przeglądając niektóre swoje prace z teczki mojej mamy zdałam sobie sprawę, że pamiętam kiedy je tworzyłam- czasem okoliczności, czasem miejsce, czasem mazaki których używałam... To jest niesamowite, ale naprawdę niektóre z tych rysunków, listów, wierszyków wryło mi się w pamięć- a wszystko to miało miejsce gdy byłam bardzo mała, nieliczne tylko prace wykonałam mając około 9 lat.


Warto zbierać swoim dzieciom takie teczki, by miały własne wehikuł czasu =) Niektóre wspomnienia nieznośnie drapią w gardło, gdy człowiek zda sobie sprawę ile minęło czasu, jak wiele się zmieniło, że to już nie wróci i że niektórych najważniejszych osób już nie ma... 

Myślę jednak, że mimo wszystko warto się z tym zmierzyć.

To wszystko przecież kształtuje nasze osobowości, charaktery... Ja, jak widzicie, nie uciekłam od przeznaczenia ;) 

A jak jest z Wami?

27 wyświetlenia