Szukaj

Krótka historia mojej serii "Dzień maluszka"


Po prawie trzech latach oczekiwania, dziś dotarła do mnie moja seria "Dzień maluszka" z tytułami: "Poranek", "Południe" i "Wieczór". Na pomysł jej stworzenia wpadłam, kiedy Krzyś miał kilka miesięcy, a Wojtuś dwa latka. Brakowało mi wtedy czegoś pomiędzy ukochaną przez chłopców "Księgą dźwięków", a książkami z dłuższym tekstem. Teraz z miesiąca na miesiąc rynek się rozrasta, ale wtedy, gdy wpadłam na pomysł książek z bardzo prostymi ilustracjami z grubym konturem i na białym tle i prostą, swobodnie rymującą się treścią, wcale nie widziałam w księgarniach ani na blogach takich tytułów ;) Dlatego pomyślałam, że to super pomysł.

Napisałam do Agaty Matraś z pytaniem, czy zrobiłaby dla mnie próbki ilustracji, i ona od razu wyczuła, o co mi chodzi. Sam pomysł jej również bardzo się spodobał, dlatego już po kilku dniach wysłałam propozycję wydawniczą. I propozycja ta utknęła w wydawnictwie na ponad dwa lata.

Bardzo żałowałam, wciąż mając nadzieję, że lada chwila książki się ukażą. Martwiłam się, że Krzyś wyrośnie z tej serii, tak jak wcześniej Wojtuś zdążył wyrosnąć z serii "Do Uszka Maluszka". Dlatego wydrukowałam gotowe ilustracje, sama wpisałam brakujące teksty, posklejałam taśmą, i takie właśnie książki podarowałam moim synkom. Wojtuś co prawda był już na nie trochę za duży, ale niespełna roczny Krzyś zakochał się w nich od pierwszego wejrzenia. Dopowiadał to, co umiał, bił brawo misiowi, wciąż te książki tarmosił i z chęcią po nie sięgał. Tym bardziej zależało mi na ich wydaniu i nie mogłam odżałować, że to się tak przedłuża.

Spójrzcie, z jakich egzemplarzy korzystał mój Krzyś:


Wreszcie, gdy obaj chłopcy byli już dużymi Molikami, wydawnictwo zaproponowało mi, żebym poszukała książkom innego wydawcy, bo nie wiadomo, kiedy i czy się ukażą, a szkoda tych tytułów. I tak właśnie trafiłam na Papa Mili- i to właśnie to wydawnictwo wydało moją serię po tak długim czasie.

Mam nadzieję, że chociaż na rynku pojawiło się już wiele propozycji dla maluchów, te książki nadal mają sens. Wierzę w nie mocno, bo wiem, jak reagował na nie Krzyś (a nawet Wojtuś). I to nawet mimo tego, że były ręcznie poklejone. Teraz mają spory format i są z takiego sztywnego, jakby delikatnie polakierowanego papieru- jak wizytówki- nie jest to karton, ale mieliśmy z tego samego materiału harmonijkę kontrastową i karty dla maluchów z CzuCzu, i one wytrzymały więcej niż niejedna książka kartonowa. Poza tym książki mają po 10 stron, są lekkie i mają zaokrąglone rogi- myślę, że trudno będzie je zniszczyć =)

Tak jak możecie zobaczyć na zdjęciach rozkładówek, treść jest rymowana, tak, aby dziecko mogło dopowiadać z pamięci z rodzicem odpowiednie słowa. Starałam się, żeby podczas czytania tych książek dziecko mogło odnaleźć scenki z własnego życia, a także, żeby można było wykonywać sporo aktywności- jak tulenie, gilgotki, całuski, udawanie płaczu, przeciąganie, bicie brawo, dmuchanie i wiele innych... Zawsze opowiadam o tym na spotkaniach z rodzicami i nauczycielami w ramach moich 5 Zasad Wychowania Mola Książkowego- pokazujemy palcem ilustracje, wygłupiamy się, czytamy "całym sobą"- dziecko to kocha, dzięki temu wspólne czytanie będzie kojarzyło mu się ze wspaniałą zabawą z rodzicem- dla maluchów takie aktorskie czytanie jest ważne i sprawia im frajdę, a dodatkowo mimochodem ćwiczą sobie koncentrację, wyobraźnię i pamięć- dzięki czemu nawet się nie spostrzeżecie, kiedy będziecie mogli czytać książki coraz dłuższe, z coraz mniejszą ilością ilustracji...

Mam ogromną nadzieję, że serię "Dzień maluszka" pokochają nie tylko maluszki, ale także dorośli- i każdy będzie miał przyjemność z ich czytania.

Będę wdzięczna, jeśli dacie mi znać, jak się u Was sprawdziły, a jeśli podoba Wam się ten pomysł- polecicie je innym.

Moje osobiste Moliki pałały do tej serii wielką sympatią- teraz czas na kolejne maluszki =) Niech książki idą w świat i niosą radość.

Z bijącym sercem czekam na opinie! =)

271 wyświetlenia

© 2019 by Izabela Michta.