© 2019 by Izabela Michta. 

Szukaj

"Mirabelka"- czy właśnie taką "prawdę" chcemy przekazywać naszym dzieciom?

Aktualizacja: 10 lis 2019


Dziś chcę Wam pokazać książkę którą przeczytałam kilka dni temu. Całe szczęście (dla książki) nie miałam sposobności opisać jej wcześniej- bo moje emocje zdążyły delikatnie się ostudzić. Jednak nie na tyle, żeby zostawić ten temat i udać, że nic się nie stało. Bo moim zdaniem stało się dużo złego.

Wiecie że ja nie lubię pisać źle o książkach- sama jestem autorką i również wnikliwie przeglądam Internet w poszukiwaniu recenzji. Rozumiem dobrze, że każde ostrzejsze słowo kłuje w serce. Ale wiecie również, że kiedy coś mi się nie podoba- mówię o tym. A ta książka, która od jakiegoś czasu bardzo często pokazywana jest na blogach i czytałam o niej, że jest wzruszająca, piękna, mądra, empatyczna- nie spodobała mi się bardzo.

To znaczy nie jej forma- bo tytuł ten jest wydany po prostu przepięknie. Piękna okładka, piękne ilustracje- oddające treść, przemiły w dotyku papier (przynajmniej ja taki uwielbiam), świetny format. Co prawda nasz biblioteczny egzemplarz był trochę felerny- co kilka stron czcionka się rozmazywała, jednak nie przeszkadzało to w czytaniu i nie wpłynęło na mój odbiór treści.



Co więc tak bardzo uderzyło mnie w tej książce?

Jest to opowieść drzewa, mirabelki, która przedstawia nam ze swojej perspektywy historię kilku pokoleń. Bywają książki, które bardziej porywają mnie od pierwszych zdań (na przykład niedawno przeczytana przeze mnie "Mój dziadek był drzewem czereśniowym") ale rozumiem, że ta napisana przez pana Harasimowicza może się ludziom podobać. Dla mnie była troszkę na siłę, coś mi w niej nie grało- ale mimo to bez problemu dałam jej szansę- bo widać, że autor książki pisać potrafi.

Dlatego to nie o sposób pisania chodzi.

A o co?


Głównymi bohaterami są Żydzi- choć chyba nigdy nie jest to powiedziane wprost- nie musi jednak być, bo imiona oraz święta które obchodzą od razu nas w tym uświadamiają. Podczas flirtowania Dorki i Chaima dowiadujemy się, że chłopak spotkał się z rasizmem ze strony Polaków- nie chcą zatrudnić go w Banku Polskim, każą mu szukać pracy "u siebie".



No dobrze. Zdarza się, ludzie byli i są różni, wierzę więc, że Chaim mógł spotkać się z taką niesprawiedliwością.

Kilka stron dalej jednak wybucha wojna i przychodzi... kto? Okupant. Tak, dobrze czytacie. Nie wiem czy wróciły czasy sprzed kilkudziesięciu lat (kiedy mój tata dostał dwóję po tym jak powiedział na lekcji o Katyniu) ale nie zauważyłam na żadnej stronie, żeby "okupant" został nazwany z imienia. Już od dawna nie mówi się głośno, że to Niemcy napadli na Polskę, ale choćby "naziści"- jak obecnie się mówi- w tej książce nie padło.



No dobrze- pomyślałam. Autor może snuje swoją wizję bez podziałów, bez nazywania (choć Polacy zostali już nazwani), taką uniwersalną.

Ale idziemy dalej. Nastały czasy komuny. Związek Radziecki i komuniści zostali już nazwani. Dziwne- pomyślałam- skoro okupant pozostał okupantem. No ale czytam dalej.

Dotarłam do ostatniej kartki. "Kilka słów od autora".

I naprawdę uwierzcie mi- to wszystko co do tej pory napisałam nie sprawiłoby, że poczułabym aż takie uderzenie gorąca i chęć wyżalenia się Wam na tę książkę na mojej stronie. Ale w posłowiu od autora przeczytałam co następuje:

"Irena Sendlerowa była bardzo odważna i uratowała mnóstwo żydowskich dzieci. Niestety nie wszyscy Polacy byli tacy bohaterscy".




Serio?


Autor, który w całej książce nie nazywa okupanta "Niemcem", na samym końcu rozlicza polski naród- że nie był wystarczająco odważny.


O co tu chodzi?


Jak wiecie, bo wielokrotnie o tym wspominałam, jako dziecko czytałam mnóstwo literatury wojennej- i przez długi, długi czas byłam bardzo wyczulona na tematykę II Wojny Światowej.

To pewnie będzie dość niepopularne co teraz powiem, ale od jakiegoś czasu obserwuję nową, dziwną retorykę w związku z tą tematyką- i po prostu czuję, że świat staje na głowie.


Jak autor mógł tak napisać? Uwierzcie mi, że dotknęło mnie to do żywego.

Wiadomo że nie każdy Polak pomagał Żydom. Niektórzy nawet na Żydów kablowali (na siebie samych też). Ale przecież i Żydzi na siebie donosili! Czy każdy był tak odważny by poświęcać życie za innych?


No właśnie. Czy to na pewno kwestia odwagi?

Ja rozumiem odwagę jako gotowość na osobiste zmierzenie się z czymś- z wrogiem, ze swoją słabością. Czy ratując czyjeś życie i tym samym narażając swoje dzieci, rodziców, swoją rodzinę- można mówić tylko o odwadze?

Moim zdaniem odwagi w tym przypadku jest tylko kilka procent- a reszta to nadzieja, że jakoś to będzie, że może nam się uda. Przecież nic tu po odwadze, skoro do domu mógł w każdej chwili wkroczyć SS-man z karabinem i wszystkich wystrzelać. Człowiek był bez szans.


Jeśli człowiek mający swoją rodzinę (a przecież raczej każdy jakąś posiada) jest w stanie narazić ją na śmierć (najczęściej za jej przyzwoleniem) ratując życie innych- to zasługuje na medale, chwałę, podziw. Ale czy tym samym wolno nam jest oceniać i rozliczać tych, którzy tak nie postępowali i po prostu chronili swoje dzieci?

Ja na przykład raczej nie byłabym zdolna do takiego czynu. I potrafię sama przed sobą się do tego przyznać.


Czasem wydaje mi się, że w tym wszystkim niektórzy zapominają, że Polacy w tym czasie sami byli pod niemiecką OKUPACJĄ i nie mieli lekkiego życia- śmierć czyhała na każdym rogu, brakowało wody, jedzenia, bezpiecznego schronienia. I mimo tego niektórzy próbowali ratować jeszcze innych- którzy mieli jeszcze gorzej. To zasługuje na chwałę- ale czy jednocześnie na potępienie zasługują ci, którzy tego nie robili?


Odpowiedzcie mi proszę na to pytanie, i dajcie znać czy to tylko ja za bardzo się Waszym zdaniem oburzyłam- czy rzeczywiście jest coś na rzeczy?

W żadnej recenzji nie wyczytałam, żeby ktokolwiek zwrócił na to uwagę- co się z nami dzieje? Ja chciałabym pokazać moim chłopcom prawdę- kiedy już przyjdzie na to czas. Dlatego powiem im do czego byli (i są) zdolni ludzie przeróżnych narodowości. Ale opowiem im też, jakie wspaniałe rzeczy potrafili w tamtych czasach robić Polacy. I kto to był "okupant". Skoro już rozliczamy z odwagi- może rozliczajmy po równo?


Jak zawsze zachęcam do dyskusji <3


872 wyświetlenia21 komentarz